poniedziałek, 15 stycznia 2018

MANICURE: Ombre z tęczowym flejkami

Hej! Witajcie po sporej przerwie, już w 2018 roku! Tym razem przeciwko mnie zbuntował się sprzęt, a jak zapewne wiecie nieszczęścia chodzą parami, więc trochę to wszystko trwało, ale mam nadzieję, że już teraz będzie w porządku. Oczywiście nie mogłabym pominąć tradycyjnego podsumowania ulubieńców minionego roku, które pojawi się z opóźnieniem, ale będzie na pewno :). Dzisiaj startujemy z nowym mani, hybrydowym ombre z dodatkiem kolorowych flejków-płatków.


Niedawno kupiłam specjalny pędzelek do ombre, być może już widzieliście takie pędzelki - mają długie "wygryzione" włosie. Trzeba było go sprawdzić, więc wzięłam się za cieniowanie, ale od razu Wam powiem, że pędzel sprawdza się średnio i chyba jednak wolę gąbeczki. Przejście nie wyszło mi idealne.

Do ombre użyłam trzech lakierów hybrydowych. Od nasady jest przepiękny kobalt 939 Vena Lisa (Aliexpress), który bardzo polecam. To najpiękniejszy kobalt jaki widziałam, w żadnej z marek typu Semilac czy NeoNail nie znalazłam tak żywego odcienia. Kolejno dołożyłam fiolet marki Mollon nr 150 i mój ulubiony różowo-fioletowy lakier Cyclamen z NeoNail. Całość pomalowałam moim nowym nabytkiem, bezbarwnym top coatem z kolorowymi flejkami z Born Pretty Store. Dostaniecie go oczywiście także na Aliexpress. Top znajdziecie pod tym linkiem. Ja zamówiłam odcień nr 7, który ma po prostu tęczowe płatki.



Na zdjęciach ciężko było uchwycić jak te kolorowe flejki fajnie się mienią, szkoda bo na żywo efekt jest bardzo ładny. Polecam jeśli lubicie takie migoczące dodatki do waszych paznokci :).


poniedziałek, 25 grudnia 2017

SHINYBOX Where The Magic Happens

W tym tygodniu dotarła do mnie wyczekiwana świąteczna edycja ShinyBoxa - Where The Magic Happens. Od razu zaznaczam, że moje oczekiwana były spore, bo grudniowe pudełka zwykle trzymają świetny poziom. A jak to wypadło tym razem? Hmm nieźle, ale chyba nastawiłam się na jeszcze więcej! A zresztą - zobaczcie same :).


BARNANGEN Żel pod prysznic | Duża butla z żelem pod prysznic marki Barnangen o dziwo ucieszyła mnie chyba najbardziej z całego boxa, chociaż żele traktuję raczej w kategorii praktycznej "do zużycia". Żel Barnangen zaskakuje jednak zapachem, bo pachnie bardziej jak perfumy niż zwykły żel, więc na pewno z chęcią go wypróbuję.

EFEKTIMA Peeling + maska do dłoni | Saszetka z peelingiem i maską wpadła mi w ręce już któryś raz za sprawą beauty boxów, więc tutaj bez większych zachwytów.

FOODS BY ANN Energy Bar | Dodatki w postaci zdrowych batoników zawsze na tak! Tym razem nawet uchował się do zdjęcia ;).

TERMISSA Woda termalna | W tym miesiącu było kilka wariantów Shiny, więc można było trafić na wodę termalną z Termissy jak w moim przypadku lub produkt do włosów od Macadamia Professional czy krem od The Secret Soap Store (ten ostatni chyba wolałabym). Woda termalna to jednak taki produkt, który się przyda prędzej czy później więc nie narzekam.

EXCLUSIVE COSMETICS Hydrożelowe płatki pod oczy | Płatki pod oczy z olejem arganowym i koncentratem nawilżających składników aktywnych. Lubię takie płatki, ale niektóre podrażniają, więc trzeba być ostrożnym.

FARMONA Prestige Care Koncentrat komórek macierzystych | Ciekawy produkt trafił się z Farmony, z jakiejś chyba nowej serii której jeszcze nie znam. To chyba coś w typie kremu czy serum, a ta linia to już dermokosmetyki, więc jestem zaciekawiona.



Jak oceniacie grudniowy ShinyBox? Moim zdaniem nie jest źle, ale mogło być lepiej. Chyba czekałam na coś extra, a tym razem wyszło po prostu poprawnie. Część z produktów to też takie drobnostki (jak peeling-maska z Efektimy, batonik czy płatki pod oczy). Jak wspomniałam wyżej, najfajniejszy wydaje mi się póki co żel pod prysznic i ciekawie zapowiada się również kosmetyk z Farmony.

shinybox.pl

wtorek, 19 grudnia 2017

CARBON COCO | Czy to działa?

W przeciągu ostatniego roku, kosmetyki pielęgnacyjne totalnie zdominował jeden składnik - węgiel. Czy znajdzie się ktoś kto jeszcze nie słyszał o kosmetykach z węglem... Ten składnik stał się tak popularny jak swego czasu olej arganowy, wymieniany nawet w tuszach do rzęs. Węgiel pojawił się także w pastach i proszkach do wybielania zębów (typu Coco Glam czy tytułowy Carbon Coco). Do tych proszków podchodziłam jednak sceptycznie, bo skoro węgiel to czy nie lepiej sięgnąć po zwykły węgiel z apteki za kilka złotych? Dziś pod lupą Carbon Coco!



Carbon Coco przyszedł do mnie w ramach instagramowej współpracy - szczerze przyznam, że sama raczej nie kupiłabym tego typu produktu (choć nie mówię też "nie" na 100%, bo swego czasu kusił mnie trochę ten Coco Glam). Powiem inaczej - na pewno nie za taką cenę, bo Carbon Coco kosztuje aż 35 euro. Co prawda to podobno wyższy level niż poczciwy węgiel z apteki, bo CC jest znacznie drobniejszy i z kokosa, ale ta cena nadal wydaje mi się kosmiczna.

Czy to działa? Tak, ale efekt jest delikatny i co najważniejsze moim zdaniem porównywalny do efektu jaki możemy uzyskać zwykłym węglem aktywnym (najlepszy w kapsułkach). Różnica jest zauważalna przede wszystkim od razu po użyciu i polega jednak w dużej części na optycznym wybieleniu (węgiel daje nam chłodny szaro-błękitny ton, a więc równoważy odcień żółty). Przy regularnym stosowaniu efekt będzie, ale nie utrzyma się jeśli węgiel odstawimy. Uważajcie też na zdjęcia before&after - często efekt po użyciu to też kwestia chłodniejszego światła na zdjęciu.


Carbon Coco ma w ofercie również pastę, także czarną, ale nie barwiącą zębów. Proszek używamy wcierając w zęby miękką szczoteczkę i tylko na noc, z kolei pastę używać można także rano. Generalnie Carbon Coco wypada całkiem fajnie, efekty są delikatne ale zauważalne, tylko ta cena mnie mierzi. Jeśli dla Was to nie problem to polecam, jeśli nie chcecie jednak tracić gotówki to wypróbujcie zwykły węgiel - może nie ma modnego opakowania, ale on również działa :).

Warto też dodać, że węgiel czy to ten, czy ten zwyczajny to dobra opcja dla osób szukających sposobów na naturalne i bezpieczne wybielanie.


Czy polecam? Polecam generalnie wypróbować sobie najzwyklejszy węgiel z apteki do delikatnego szczotkowania zębów. Carbon Coco też jest fajny, ale najpierw warto sprawdzić tanią opcję. Makijaż inspirowany Marilynem Mansonem ^ ^.


piątek, 15 grudnia 2017

ZIMOWY MANICURE Z ORLY

W moim ostatnim mani wypróbowałam moje dwie nowości hybrydowe od Orly: lakier Penny Leather, który grał tutaj główną rolę oraz Velvet Kaleidoscope. Obydwa odcienie piękne i idealne na jesienno-zimową porę. Jeden paznokieć chciałam mocno błyszczący, więc sięgnęłam dodatkowo po drobny brokat. 

Lakiery hybrydowe GEL FX od Orly mogę Wam od razu polecić, dobrze się trzymają i bardzo łatwo odmaczają. Mają zgrabne buteleczki, pędzelki w sam raz i nie sprawiają żadnych problemów. Warto też dodać, że Gel Fx to formuła 12 Free, a więc nie zawierająca toulenu, formaldehydu, DBP, parabenów i innych substancji mogących powodować np. uczulenia. Jeśli jesteście ostrożne w tym temacie to warto zwrócić uwagę na lakiery hybrydowe właśnie z taką bardziej przyjazną formułą.


Na zdjęciu powyżej na wszystkich paznokciach oprócz małego (brokat), mam odcień Penny Leather z kolekcji Darlings of Defiance. Piękny klasyczny kolor, ale też nieoczywisty - leżący pomiędzy brązem a bordo. Bardzo dobrze mi się go nosiło i na pewno będę do niego jeszcze wracać.



Po jakimś czasie na serdeczny paznokieć dołożyłam jeszcze Velvet Kaleidoscope (kolekcja Velvet Dream). To z kolei coś dla lubiących błyszczące kameleony, bo odcień zmienia się w zależności od kąta padania światła. Jest mocno drobinkowy, taki typowy żuczek!

Jeśli miałyście styczność z hybrydami Orly to dajcie znać w komentarzach czy u Was też dobrze się sprawdzają. Mam wrażenie, że są raczej mało popularne, a to bardzo dobre lakiery w pięknych kolorach <3. Jak widzicie zmieniłam też kształt paznokci, bo zachciało mi się trumienki, ale nie jestem do niego w pełni przekonana. Pewnie ponoszę jeszcze przez jakiś czas i wrócę do ulubionych migdałów ;).

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Makeup Revolution CHOCOLATE ROSE GOLD Palette

Jedną z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie palet cieni w tym roku była Chocolate Rose Gold od Makeup Revolution. Bardzo lubię te czekoladowe palety, oczywiście nie tylko za te świetne opakowania, ale też za fajną jakość cieni w przystępnej cenie. Najbardziej lubię I Heart Chocolate, która jest chyba najczęściej używaną przeze mnie paletą w ogóle. Rose Gold z kolei to kolorystyczny odpowiednik palety Huda Beauty, co oczywiście nie wszystkim się spodoba (oryginalność w końcu zawsze w cenie), ale jakby nie patrzeć to niezła alternatywa dla drogiej palety Huda, na którą nie każdy będzie mógł sobie pozwolić.

W paletce Rose Gold mamy, jak w każdej czekoladowej palecie, dwa większe odcienie bazowe/rozświetlające i 14 mniejszych cieni. Opakowanie po prostu cudo - tabliczka czekolady oblana metaliczną taflą różowego złota. Jestem przekonana, że każdy zwróci na nie uwagę.


Kolorystyka cieni jest bardzo ciepła. Fanki chłodnej kolorystyki mają teraz pod górkę, bo marki kosmetyczne dosłownie zasypują nas cieniami w odcieniach brązów, rudości i czerwieni. Ja jednak póki co nie narzekam, bo uwielbiam takie kolory na oczach <3.

W paletce mamy przemieszane maty z cieniami błyszczącymi, dokładnie pół na pół. Jest kilka cieni, które miały być odpowiednikiem foliowych cieni z palety Huda, ale nie wszystkie akurat się udały. Np. złoto czy oliwka są fajne, mocno błyszczące, choć do prawdziwych folii trochę im jeszcze brakuje, ale już miedziany cień Luxe ma dziwną, wręcz sypką formułę (przypomina sprasowane płatki). Maty są przyzwoite, nie ma co się czepiać. Generalnie jakościowo paleta wypada moim zdaniem bardzo dobrze. Kolory bardzo mi się podobają, szczególnie zielonkawe złoto (Hard Work) i różowe złoto (Barbie), a matowe brązy czy bordo są idealnie do wykończenia makijażu. Pigmentacja jest na dobrym poziomie, bardzo dobra w przypadku cieni błyszczących i na czwórkę w przypadku matów. Dla mnie wystarczająca.



W palecie zabrakło mi tylko jakiegoś naprawdę ciemnego cienia i właśnie taki bardzo ciemny brąz jako jedyny dołożyłam z innej palety do tego makijażu wykonanego paletą Rose Gold. Jeśli lubicie takie ciepłe, złote, ogniste kolory to polecam, myślę że ta jak i inne czekoladowe paletki są warte uwagi. Na pewno będzie idealna dla niebieskich tęczówek, choć ja przy swoich brązowych mogę takie kolory nosić non stop :)!



Paleta dopiero wchodzi do sprzedaży, ale już jest na Cocolicie czy Minti, więc da się ją już zakupić. 

niedziela, 10 grudnia 2017

SHINYBOX Love • Beauty • Fashion

Hej! Jak to mówią... lepiej późno niż wcale - listopadowy ShinyBox. Opóźnienie z mojej strony, a nie ze strony Shiny, żeby nie było ;). Listopadowa edycja nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia, bardziej podobał mi się październikowy box, ale najbardziej liczę na grudniowe pudełko. Zwykle to właśnie świąteczne edycje tworzone są z większym rozmachem, dlatego zawsze to na nie szczególnie się czaję.


JANTAR MEDICA Zestaw | Sporą część całej zawartości stanowi zestaw do włosów od Farmony z nowej linii Jantar Medica. Zestaw przyszedł zapakowany osobno, więc nawet jeśli my nie będziemy chciały go zużyć to można od razu dać go komuś w prezencie. W skład zestawu wchodzi szampon, mgiełka oraz serum.

NOVEX Maska do włosów | Jeszcze nie zdążyłam użyć poprzedniej maski Novex, a już wpadła nam do pudełka kolejna ;). Jednak jest to inny wariant, więc nie ma co się czepiać.

PUREDERM Maska do stóp | Od Purederm złuszczające skarpetki do stóp. Tutaj na plus, bo osoby, które jeszcze nie miały okazji sprawdzić takich skarpetek będą mogły przy okazji spróbować. Tych z Purederm jeszcze chyba nie miałam. Czas w sumie też trafiony - na zimę akurat.

BEAVER Odżywka do włosów | Z Marki Beaver pojawił się jeden z trzech kosmetyków, u mnie jest to odżywka Tea Tree. Mała pojemność, więc pojedzie ze mną w świat lub na basen ;).

MAROKO SKLEP Glinka rhassoul | Z całego pudełka najbardziej ucieszyła mnie glinka rhassoul w płatkach, chociaż jest jej stosunkowo niedużo. Jak wiecie, uwielbiam naturalną pielęgnację, więc glinki zawsze bardzo mnie cieszą!

MIYO Konturówka do oczu | Jest też coś z kolorówki - kredka do oczu od Miyo. Dla mnie bez szału, Miyo jest tanią marką, a kredek dzięki boxom uzbierałam już dość sporo.

AUBE Dwufazowy płyn do demakijażu | Ciekawym produktem jest na pewno płyn dwufazowy z Aube. Markę poznaję coraz bardziej, więc fajnie że będę mogła sprawdzić jeszcze ten płyn.



Dodatkowo w pudełku znalazł się voucher do DeeZee na 30%, ale szczerze powiedziawszy DeeZee tak często ma przeróżne promocje, że kupon wydał mi się raczej zbędny.

Tym razem pudełko uważam za średnie, dla mnie wypadło trochę za mało ciekawie, ale jak wspomniałam trzymam kciuki za grudniową edycję ;).